Polityka na etykiecie jest jak sok malinowy w piwie, czyli jak sprawić, by ludzie krytykowali twoje piwo, jeszcze zanim go spróbują.

Czasem browar (lub raczej zatrudniony przez niego marketingowiec), projektując identyfikację wizualną idzie pewną i bezpieczną drogą. Trochę tego, co jest modne, trochę tego, co jest piwne, motyw przewodni i mamy to. Przy odrobinie szczęścia marka staje się rozpoznawalna a ludzie chcą nosić koszulki z logo browaru. My też od początku wiedzieliśmy, że najlepszy jest minimal, czarnobiałość i prosty font (no i jesteśmy biedni).

Od czasu do czasu któryś z kraftów dodaje do swojego wizerunku szczyptę idei. Wywołuje to lawinę śmiesznych lub strasznych komentarzy i falę filozoficznych wywodów. Niektórych pijących przeczytanie naszej etykiety na kilkanaście minut zamienia w politologa. Dlaczego sobie to zrobiliśmy?

1. Bo inaczej nie umiemy

Nasza siódemka w ogóle poznała się podejmując działalności społeczne. Działamy w organizacjach feministycznych, prozwierzęcych, pracowniczych i ogólnie zajmujących się obroną dyskryminowanych. Od początku było dla nas jasne, że nasz wizerunek będzie krążył wokół stylistyki punkowo-zinowej, a etykiety to idealna przestrzeń do opowiadania historii. Że naszym motywem przewodnim będzie raczej płonąca butelka i zaciśnięta pięść, niż pies lub kaczka. Gdybyśmy założyli kapelę, też nie śpiewalibyśmy o dupie maryny.

2. Bo jak nie przy piwie, to kiedy?

Tak, wiem, znam to polskie powiedzenie z imprez i zza barów: nie gada się o poglądach przy alkoholu. Prawda, poruszenie po pijaku kontrowersyjnego tematu często burzy krew i może prowadzić do przaśnego mordobicia. Tylko czy tak musi być?
Moim zdaniem nie. Jeśli rozmawiamy w bezpiecznym miejscu, z inteligentnymi ludźmi, i bez wódki, to powinno obyć się bez ofiar. No i kiedy mamy knuć, jak nie na towarzyskich spotkaniach? Nie mam nic przeciwko poważnym tematom przy piwku – to na pewno lepsze, niż gadka o zakupach, pierdołach, albo – o zgrozo – dzieciach.

3. Bo ludzie wybierają coraz bardziej świadomie

Świadoma konsumpcja to pojęcie znane od dawna, ale chyba dopiero ostatnio jego kariera aż tak się rozpędziła. Ludzie zwracają coraz większą uwagę na to, co kupują; szukają produktów eko/wegańskich/nietestowanych/fair trade, wybierają firmy, które nie wyzyskują ludzi lub produkują mniej śmieci. Oczywiście część robi to z najczystszej mody i po prostu za jakiś czas im przejdzie. Część ma to po prostu gdzieś i tacy ludzie też będą zawsze. Tacy będą wybierać piwo dobre – niedobre, tanie – nie za drogie. Ale wiemy, że wśród piwoszy i piwoszek też są ludzie, którzy mają jakieś zdanie na niektóre tematy (patrz: afera z wylewaniem Ciechana do klopa kilka lat temu). I tak, wiemy, że to działa w obie strony i niektórych odstrasza. Spytajcie np. myśliwych, czy lubią Sabotaż.

4. Bo możesz się nie interesować polityką, ale polityka interesuje się tobą

„Dej mnie spokój, ja się chcę wyluzować po robocie” – to jest zdanie – zaklęcie, które zazwyczaj ma zwolnić wypowiadającego z myślenia i zajmowania stanowiska w jakiejś sprawie. Albo czytania książek.
W pełni rozumiem, że praca męczy, że człowiek ma tyle zmartwień, że najchętniej myślałby tylko o komforcie swoim i swoich bliskich – zresztą o to między innymi chodzi w całym tym systemie. Tylko że jeśli nie zastanowimy się ogólniej nad całym światem, to wkrótce go nie będzie. Na nic ci wtedy kredyty i osiągnięcia w CV.
Dlatego na naszych etykietach nie ma historii, że oto to piwo przyprawi Cię o chmielowy zawrót głowy (czy tam serowy, hie hie). Jest historyjka, którą ktoś może przeczytać i pomyśleć. To takie nasze marzenie, tylko tyle.

5. Bo to nasz browar i możemy.

 

 

Czy masz 18 lat?