Spólnota czyli gromada

Nie jestem patriotą. Głęboko wierzę w to, że patriotyzm jest narzędziem, po które państwowy aparat przymusu sięga, gdy chce zarządać od podległej sobie młodzieży ofiary z krwi i życia. Lub gdy trzeba ukryć, albo przypatynować państwowe zbrodnie. Stąd też miałem mieszane uczucia idąc na spektakl dofinansowany w ramach obchodów stulecia niepodległości Polski. Nie wiem czy „Spólnota”, bo o niej tu mowa, na poważnie stawia pytanie czy spółdzielczość jest elementem polskiej tradycji. Wydaję mi się, że nie ma potrzeby prowadzenia takich dociekań, tak samo jak nie ma sensu zastanawiać się czy kulebiak (podobno rosyjski) jest częścią polskiej tradycji kulinarnej. Tak zwana tradycja narodowa to po prostu ocenzurowana przez oficjalną propagandę kompilacja tradycji ludowych, tworzonych przecież przez ludzi o różnej (lub żadnej) tożsamości narodowej.

Jedno jest jednak pewne, na tej długości i szerokości geograficznej na której przyszło nam żyć nie brakowało w ostatnich stuleciach dwóch rzeczy: biedy i zabobonu. Twórcy spektaklu „Spólnota” dość odważnie opowiadają o tej niedoli i trochę na wzór projektu muzycznego „Hańba”, pokazują, że dużo więcej zostało nam, współczesnym, do zrobienia, niż śniło się naszym prababkom, gdy myślały o tym co sto lat po nich nastanie. Ale oprócz biedy i zabobonu, które dręczą nas, mieszkańców i mieszkanki Polski od pokoleń, mamy coś jeszcze. Autentyczną historię współdziałania i pomocy wzajemnej, dzięki której kolejne pokolenia mogły w miarę godnie przeżyć, mimo przeciwności losu. Początki tej historii giną w mrokach dziejów, ale stają się dobrze udokumentowane od końca XIX wieku, w postaci banków ludowych, czy spółek rolniczo-handlowych. Przez cały okres dwudziestolecia międzywojennego ruch spółdzielczy dostarczał licznych inspirujących przykładów tego jak można działać wspólnie. Po wojnie de facto stłamszony przez władzę, za pomocą narzędzi centralizacji i biurokratyzacji, dziś odżywa patrząc trochę w przeszłość, a trochę na Zachód i do krajów Globalnego Południa, skąd przychodzą najciekawsze dzisiejsze przykłady.

I tak, polska, czy nie polska ta spółdzielczość, jest ona nam mieszkankom Polski potrzebna, by choć spróbować żyć godnie, bez kultu złotego cielca i bez buta lichwiarza, obszarnika, czy spekulanta nad głową. Więc dobrze, że ktoś zrobił o tym spektakl, przypominając zresztą co nieco spółdzielczych tradycji, jak użycie tęczowej flagi itp.

Spektakl Teatru Układ Formalny „Spólnota”
REŻYSERIA: Marta Streker

CZAS TRWANIA SPEKTAKLU: ok 80 minut.
Spektakl dla widzów od 14 roku życia.
3 i 4 listopada 2018

OBOWIĄZUJĄ ZAPROSZENIA ORAZ REZERWACJA MIEJSC: rezerwacje@ukladformalny.pl

2 myśli do „Spólnota czyli gromada”

  1. Banki ludowe, spoldzielnie itp. mialy na celu glownie nacjonalizm (lud=volk=natio). Czyli zwalczanie żydów, którzy banki itp. mieli w 8 wieku.

    Patrz historia Społem chociażby.

    1. Pojęcie ludu jest jednym z najstarszych pojęć politycznych w ogóle i nie ma nic wspólnego z nacjonalizmem. Określenia lud używano właściwie od kiedy istniała jakakoliwek myśl polityczna, na nazwanie tych, którzy nie mają władzy. Natomiast pojęcie narodu, które usiłujesz z nim utożsamić powstało pod koniec 18. wieku i było jednoznacznie połączone z powstawaniem państw we współczesnym rozumieniu (czyli nie pojmowanych jako własność jednej osoby, a jakaś abstrakcyjna zbiorowość). Pojęcie narodu było więc u rdzenia opresyjne, a ludu wyzwalające. Zapytam cię jeszcze krótko, co jak sądzisz było poważniejszym problemem dla biedoty na ziemiach polskich: bieda, głód, brak polityki mieszkaniowej, czy tożsamość narodowa, wymyślona jakieś kilkadziesiąt lat wcześniej przez prosystemowych intelektulaistów?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *