Łej hej morskie opowieści prosto z Głogowa, czyli Sabotaż na festiwalu

Można na działkę, na rowery albo na wycieczkę w góry, a my, awangardowo, majówkę spędziłyśmy na festiwalu w Głogowie. To był nasz pierwszy festiwal, to znaczy pierwszy na którym to nie my płaciłyśmy za piwo. Pojechałyśmy tam między innymi z przedpremierowym stoutem Czarny Blok!

Podczas trwającego cztery dni Lotnego Festiwalu Piwa Rzemieślniczego głogowską marinę przejęły browary i foodtracki z bliższej i dalszej okolicy. Poza nami swoje stoiska wystawiły wrocławskie browary Profesja, Prost i inBrand, rzemieślnicze piwo i napoje sprzedawała także nasza zaprzyjaźniona hurtownia Dobre Moce. Pomiędzy jednym, drugim a dziesiątym piwem można było przekąsić tajskie jedzenie, burgery, gofry lub frytki – jedyną niestety wegańską opcję. Podnietom podniebienia towarzyszyła muzyka – od leniwego rocksteady, przez funk po gipsy punk, nawet w deszczowy piątek porywająca do tańca. Jak na marinę przystało, ten muzyczny miks uzupełnił koncert szantów, dla prawdziwych wilków morskich. Nie zabrakło i kaowca, zachęcającego do konkursów młodszych (lemoniada za piosenkę) i starszych (piwo za wypicie trzech piw na czas). Chociaż do Głogowa przyjechaliśmy do pracy i się nie obijaliśmy (sprzedaliśmy 300 litrów piwa, poza naszym Sabotem, El Quatro i Pikietą także Czarny Blok, rozlany do petainera specjalnie na tę okazję), spędziliśmy też miło czas (jak powiedział jeden ze spółdzielców: „odpoczywam tu po majowej wycieczce”) i sporo się nauczyliśmy (spółdzielczyni Natka pokazała nam na przykład jak profesjonalnie lać piwo, a jeden z gości zaprezentował prawidłową reakcję na 7% Czarny Blok, zasypiając na leżaku w połowie spożycia). Nie zabrakło nam czasu na spacer po prowadzącym z mariny do miasta różowym Moście Tolerancji (Pikieta smakowałaby na nim wyjątkowo) i na niewielki urban exploring w pobliskim forcie.

Na pewno ten pierwszy dla nas festiwal nie był zarazem naszym ostatnim, a i wizytę w Głogowie będziemy dobrze wspominać. Jak powiedział Witek, który na festiwalu spędził całe cztery dni, głogowska marina stała się jego drugim domem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *